...

Czy dopadły Cię te klątwy dwie?

Uważaj Ty, który piszesz! Uważaj, bo wystarczy chwila nieuwagi – omsknięcie się palca na klawiaturze i rozchwianie myśli – by dopadła Cię jedna z klątw, które przekreślą cały Twój wysiłek. Uważaj i nie ufaj sobie. Przeczytaj lepiej ten tekst i – uzbrojony w wiedzę o niebezpieczeństwie – strzeż się!

Klątwa marketingowca

Dawno, dawno temu potrafiłeś mówić po ludzku i po swojemu. Potem poszedłeś do szkoły i tam Cię nauczyli, że trzeba mówić jak wszyscy, a im więcej będzie „ą” i „ę”, tym bardziej się liczy. Internet dopełnił złego. Dzięki nieograniczonemu dostępowi do twórczości innych ludzi osłuchałeś się, opatrzyłeś i… No właśnie. Może przeszło bokiem, ale może zabrakło Ci czujności i dołączyłeś do całych zastępów tych, którzy wierzą, że:

  • jeśli rozwiązania, to tylko innowacyjne,
  • jeśli rekrutacja, to tylko w związku z dynamicznym rozwojem,
  • jeśli jakość, to wysoka,
  • jeśli zespół, to złożony z profesjonalistów

itd.

To jest właśnie, mój Drogi, klątwa marketingowca. Jej badacz (i prawdopodobnie autor nazwy) Piotr Bucki definiuje ją w swojej książce (Porozmawiamy o komunikacji) tak:

Klątwa marketingowca to automatyczne, bezrefleksyjne stosowanie sformułowań i zdań, które są ładne, ale niewiele wnoszą do komunikacji. […] Na klątwę marketingowca zapada się z powodu braku czasu, braku wizji i braku konkretu, który można przekazać.

Lekarstwo na klątwę marketingowca jest tylko jedno: dowód. Zażyj je, ilekroć znów palce zaczną wystukiwać coś, co już gdzieś widziałeś lub słyszałeś.

Zamiast pisać, że zespół jest „profesjonalny”, napisz, co właściwie świadczy o tym profesjonalizmie. „Wysoką jakość” zastąp informacjami o tym, co tejże jakości dodaje „wysokości”. Udowodnij, że rozwiązania są innowacyjne. Niech słowa mówią za siebie. I pokazują, że masz coś do przekazania.

 

Klątwa wersji reżyserskiej z dodatkami specjalnymi, komentarzami autorów i scenami wyciętymi  

Jesteś uczciwym człowiekiem, więc chcesz powiedzieć swojemu klientowi lub czytelnikowi wszystko. Albo inaczej:  boisz się, że jeśli nie powiesz wszystkiego – ale to tak dosłownie wszystkiego, do ostatniego ogonka nad ostatnią literą – to wprowadzisz w błąd. Albo oskarżą Cię o manipulację. Albo…

No zresztą… Mniejsza o to, co Tobą kieruje i jakie są tego czegoś powody. Liczy się to, że jeśli nie spoczniesz, póki nie wywalisz z siebie wszystkich informacji, to znak, że stało się. Dopadła Cię klątwa o nazwie długiej i skomplikowanej — klątwa wersji reżyserskiej z dodatkami specjalnymi, komentarzami autorów i scenami wyciętymi. Piotr Bucki definiuje ją tak:

To nastawienie pod tytułem „Wiem wszystko i nie zawaham się powiedzieć wszystkiego”. To także skłonność do dygresji, nad którymi panuje tylko nadawca, bo świat już dawno pogubił się w gąszczu narracyjnej ekwilibrystyki.

Jak walczyć z tą klątwą?

Jeśli czujesz, że coś jest na rzeczy, to przede wszystkim spójrz w lustro i powiedz sobie, że masz problem. A potem cóż – pilnuj się. Miej z tyłu głowy. Układaj informacje w sprawdzone struktury (w tekstach sprzedażowych na przykład w taką, jakiej uczę na kursie). Sprawdzaj. Edytuj. Skracaj o połowę. I nigdy nie trać czujności.

 

Jeśli dopadła Cię jedna z klątw – jest źle, ale wciąż z nadzieją, że znajdzie się śmiałek, który przebrnie przez to, co napisałeś. Jeżeli jednak zmagasz się z obiema jednocześnie,  a dodatkowo nęka Cię klątwa wiedzy – uuu… Z tego połączenia powstaje (jak pisze Piotr Bucki):

Zbuk, który nie zabija, ale truje stęchłym zapachem. Co najgorsze, pozostawia odbiorcę w stanie lekkiego przytępienia poznawczego. 

Zrób coś z tym, bo konkurencja nie śpi. Chętnie zaopiekuje się Twoim czytelnikiem.

 


Bądźmy w kontakcie!
Podobał Ci się ten tekst? Chcesz więcej? Dołącz do grona czytelników naszego newslettera. Raz w tygodniu napiszę Ci, co nowego pojawiło się na blogu.

Co o tym myślisz?

%d bloggers like this: