...

4 pytania o copywriting, na które powinieneś znać odpowiedź

Czy jest coś takiego jak słowa, które sprzedają? – takie pytanie znalazłam kiedyś na jednej z grup FB.  A pod nim kilka odpowiedzi, które nie za dużo miały wspólnego z prawdą. Bach! Pomysł. Popatrzę, o co jeszcze ludzie pytają w związku z copy, i napiszę o tym post. Oto on. Przeczytaj – zwłaszcza jeśli myślałeś kiedykolwiek o współpracy z copy albo sam przymierzasz się do tego zawodu.

współpraca z copywriterem

Czy jest coś takiego jak słowa, które sprzedają?

Tak i nie.

Tak, bo słowami, które sprzedają, nazywa się dobrze skrojone i napisane oferty. ALE: „słowa” oznaczają tu nie pojedyncze czary-mary utknięte tu i ówdzie z myślą o wkręceniu nieświadomego czytelnika. Chodzi raczej o cały tekst.

Gdybym już miała wskazać jakieś słowa, które dobrze umieszczone w odpowiednim kontekście mogą robić dla całości świetną robotę, to wymieniłabym:

  • power words, czyli nacechowane emocjonalnie słowa, którymi można podrasować tekst (więcej o nich mówię w kursie Pisz tak, żeby sprzedawać);
  • barwne szczegóły – konkretne, zmysłowe określenia (będzie o nich trochę na wyzwaniu).

„Słowami, które sprzedają” nie są natomiast słowa kluczowe ani CTA, czyli wezwania do działania, jak to sugerowało kilka osób w odpowiedzi na to pytanie. Pierwsze nazwałabym naganiaczami (co z tego, że Google napędzi Ci chętnych, jeśli oni tylko wejdą i wyjdą?). Drugie są „specjalistami od zamykania sprzedaży” 😉 . Nawet najpiękniejsze CTA rzucone na pustej stronie nikogo do zakupu nie przekona.

Czy „zwykły” (niewyspecjalizowany w marketingu) copywriter by sobie poradził ze zmianą tekstu na taki bardziej „język korzyści”?

Ciekawe rozróżnienie – na copywriterów zwykłych i niezwykłych (ciekawe, do której grupy się zaliczam 😆 ).

Jeśli zwykły copywriter to osoba, która klepie precle za 1 zł/1000 znaków ze spacjami albo nawet świetnie pisze na blogi, ale o perswazji językowej i marketingu nie ma pojęcia, to śmiem twierdzić, że z  językiem korzyści sobie nie poradzi. Bo jakim cudem?

Żeby coś wcielić w życie, trzeba wiedzieć, że to istnieje. A jeśli ktoś swą „copywriterskość” opiera wyłącznie na tym, że skleja słowa w całkiem nawet zgrabne zdania i nie czuje potrzeby douczania się czegokolwiek (a już na pewno nie tej [tfu!] brudnej sprzedaży), no to ja nie wiem.

Chciałabym, żeby ktoś mi poprawił tekst na bardziej perswazyjny. Ile to będzie kosztowało?

Pytanie, czy w ogóle można poprawić zwykły tekst na bardziej perswazyjny. Zaryzykuję stwierdzenie, że w 9 przypadkach na 10 lepiej napisać od nowa. Bardziej perswazyjny tekst ma nie tylko bardziej perswazyjne słowa, ale i układ. I dobór argumentów. I inne spojrzenie na produkt i klienta.

Kiedyś, na początku, przyjmowałam takie zlecenia, które polegały na pisaniu od nowa pod szyldem poprawiania. Ale już dawno nauczyłam się nazywać rzeczy po imieniu. I wyceniać zgodnie z prawdziwym imieniem.

Jak poznać, że współpraca z copywriterem nie jest tym, co bym chciała? Zawsze mi się wydawało, że do copy trzeba zrobić 2–3 podejścia, żeby copy mógł poznać mój styl działania itd.

To pytanie najwyraźniej zadała pani niezbyt zadowolona ze współpracy ze swoim copy. I nie powiem, ciekawość mnie zżera – chciałabym wiedzieć, o co poszło (chociaż obserwując wypowiedzi na niektórych grupach dla copy, mogę się domyślać).

Nie wiem, co Pani miała na myśli, mówiąc o 2–3 podejściach, ale słusznie zauważyła, że copy powinien poznać jej styl działania, a jeszcze konkretniej: jej biznes i to, co chciałaby o nim powiedzieć ludziom. Sama wysłałam wczoraj do klientki 1,5 strony A4 pytań. W odpowiedzi dostałam 4 strony. O – i teraz to możemy rozmawiać o napisaniu tekstów na 4 tys. znaków 😛

Jak zatem poznać, że współpraca z copywriterem nie jest tym, co bym chciała? Pewnie po tym, że tekst nie oddaje istoty tego, co robisz. Ale radziłabym szukać zwiastunów tego już na początku współpracy, a nie po otrzymaniu tekstu. Jeśli copy przyjmuje zlecenie wyrażone jednym zdaniem i nie ma żadnych pytań, oj, to ja bym uważała.

***

Masz jeszcze jakieś pytania? A może chcesz mi podrzucić temat, o którym mogłabym napisać? Zostaw swoją propozycję w komentarzu.

8 thoughts on “4 pytania o copywriting, na które powinieneś znać odpowiedź

  1. Bardzo ciekawy tekst, który powinien przeczytać każdy, kto chce współpracować z copywriterem. Ja na początku mojej drogi obawiałam się zadawania zbyt dużej liczby pytań moim klientom. Ale to jedyna droga do poznania oczekiwań, ale też celu, jaki dany tekst ma osiągnąć. Kluczowe jest również to, że to nie słowa kluczowe i CTA „sprzedają”. Według mnie liczy się całość, a nie sprytne umieszczenie słów kluczowych w tekście i chwytliwe hasła. Chętnie poczytam więcej o „power words”.

    1. Dzięki, Kasia. Zapisuję zamówienie i zobaczę, co da się zrobić :). A co do reszty – miło spotkać bratnią duszę. Ja też kiedyś się bałam, ale teraz się z tego śmieję :D. Inna sprawa, że są klienci, którzy nie chcą odpowiadać na pytania i odpadają na etapie briefu. Ale cóż, albo piszemy dobrze, albo wcale, nie?

      1. Tak, też spotykam się czasem z taką niechęcią. Dla niektórych to „zawracanie głowy”, a później dziwią się, że rezultat (który jest wynikiem 2-zdaniowego briefu) nie spełnia ich oczekiwań. Ja jeszcze uczę się odmawiać w takich sytuacjach, ale jestem na dobrej drodze 🙂

  2. Dobry tekst 🙂 Przeczytałam z zainteresowaniem.
    Jest moda na copy i każdemu wydaję się że sobie z tym poradzi, ale to jednak nie jest takie proste. Takie teksty jak twój sobą bardzo potrzebne aby pokazywać, że wartościowe copy to sztuka!

  3. Z zainteresowaniem przeczytałam. Mnie samej przychodzi na myśl jeszcze kilka pytań 🙂 Jedno podstawowe: czy jest jakaś copy wyrocznia? Książka? E-book? Nazwisko? Coś co każdy copywriter powinien znać?
    Pozdrawiam

    1. Moim zdaniem jest cały zestaw zagadnień, które każdy copy powinien znać. Sporo ich, dlatego na razie powiem tyle: piszę właśnie o tym e-booka. Jeśli chcesz, zapisz się tu na listę: http://tekstowni.pl/zostan-copy-online/, to prześlę Ci powiadomienie (jest to lista oczekujących na kurs copy, ale nie mam jeszcze strony e-bookowej. A osoby z listy kursu, jako w oczywisty sposób zainteresowane, dostaną na pewno info o e-booku).

      Jeśli chodzi o autorytety – odpowiem Ci tak: widziałam kiedyś ogłoszenie. Pan szukał copywitera. Napisał coś w rodzaju (cytuję z pamięci): „Nie aplikuj, jeśli nie znasz książek Claude’a Hopkinsa, Johna Caplesa i Davida Ogilvy”. Ja bym ze swojej strony dorzuciła Joe Sugarmana (ale jego książki nie są dostępne po polsku). To są „klasycy klasycznie rozumianego” copywritingu – sztuki przekonywania do zakupu. Działali dano temu, w połowie XX wieku, ale to, co wypracowali, warto znać. Uczy copywriterskiego myślenia. I tak naprawdę w dużym stopniu działa do dziś.

      Może kiedyś napiszę więcej w odrębnym tekście.

      To jakie jeszcze masz pytania? Podrzuć – będę miała pomysły na post 🙂

Co o tym myślisz?

%d bloggers like this: