...

(Nie)bezpieczne związki, czyli o pisarzach i reklamie

Jest taki mit, że prawdziwy artysta komercją się brzydzi. Żyje sztuką, dla idei, i prędzej umrze śmiercią głodową, niż zniży się do „wciskania” ludziom czegokolwiek. Znam wiele osób z ambicjami literackimi, które – mówiąc eufemistycznie – nie najwyżej oceniają zawód copywritera. Co tam znam! Sama kiedyś taką osobą byłam. Zarzekałam się, że moich cennych zdolności reklamie nie sprzedam. Zmieniłam zdanie i nie żałuję. Po pierwsze dlatego, że robię to, co rozwija moje umiejętności (a tak!). A po drugie – jestem w doborowym towarzystwie!

Jeśli i Ty uważasz, że prawdziwy pisarz nikomu niczego nie „wciska”, tylko żyje sztuką, muszę Cię zmartwić. Wielu znanych autorów było „umoczonych” w reklamie. I nic mi nie wiadomo o tym, żeby któryś żałował swego haniebnego flirtu z marketingiem.

  • Mark Twain

Reklamował wieeeele rzeczy – od piór wiecznych, poprzez tytoń, kołnierzyki, aż po przejazdy pociągami pasażerskimi. Choć niektórzy twierdzą, że posługiwano się wizerunkiem autora nie zawsze za jego zgodą (jak było naprawdę – nie wiem), to akurat ta reklama nie budzi raczej podobnych zastrzeżeń:

http://www.twainquotes.com/FountainPens.html

  • Kurt Vonnegut

Wystąpił w spocie reklamowym kart kredytowych Discover.

  • Frederick Forsyth

Reklamował zegarki Rolex.

http://www.rolexmagazine.com/2009/01/vintage-1986-fred-forsyth-rolex-ad.html

  • Stephen King

Reklamował American Express. Pojawił się także w spocie redakcji sportowej ESPN.

  • John Steinbeck

Podzielił się swoimi wrażeniami na temat Ballantine Ale w taki sposób, by zachęcić innych do kupna trunku. Alkohol tej marki reklamowali także mniej znani w Polce twórcy, tacy jak: Louis Bromfield, James A. Michener, Anita Loos.

http://retro.pewex.pl/472811

  • Ernest Hemingway

Także zachwalał Ballantine Ale. Podobnie jak inni pisarze „zaprzyjaźnieni” z marką, stworzył na tę okazję specjalne copy. Maczał też palce w reklamie Obsession Calvina Kleina.

http://brookstonbeerbulletin.com/ballantines-literary-ads-ernest-hemingway/

Także polscy mistrzowie słowa flirtowali z reklamą.

  • Melchior Wańkowicz

Zasłynął jako autor hasła wszech czasów Cukier krzepi. Ten sam autor wymyślił znany slogan PLL LOT LOT-em blisko (przytaczane częściej jako LOT-em bliżej). TU przeczytasz więcej o pisarskich wyczynach Wańkowicza popełnionych dla  reklamy, a nawet dla propagandy!

http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/01/19/jeden-spryciarz-przekonal-cala-polske-ze-cukier-to-lekarstwo-na-kazda-bolaczke-i-niezle-sie-na-tym-dorobil/2/

  • Agnieszka Osiecka

Wsparła swoim talentem Coca-Colę (wygrywając – notabene – z Wańkowiczem, który również coś tam od siebie zaproponował!). Wymyślone przez nią hasło Coca-Cola. To jest to! raz jeszcze potwierdziło, że geniusz tkwi w prostocie.

http://retro.pewex.pl/472811

  • Szczepan Twardoch

„Skandal” ostatnich czasów. Pan Szczepan – współczesny pisarz, laureat Nagrody im. Kościelskich, Nagrody Nike i zdobywca Paszportu Polityki w kategorii Literatura objął – jak pisano – placówkę dyplomatyczną.  Został… ambasadorem marki Mercedes.

Wcześniej pan Szczepan wykorzystał swoje zdolności literackie do stworzenia ogłoszenia o sprzedaży samochodu (tym razem Alfa Romeo), które podbiło Internet. TU możesz je zobaczyć.

  • Sławomir Mrożek

Użyczył swych słów (Jutro to dziś, tyle że jutro) reklamie funduszu emerytalnego PKO BP.

http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/slawomir-mrozek-i-mlodziezowi-emeryci-reklamuja-pko-bp-bankowy-ofe

  • Jerzy Kosiński

Wieść gminna niesie, że wena złapała go, kiedy akurat przechodził koło biura linii lotniczych Swiss Air. Wszedł, zaproponował hasło Swiss Air will take you there i wyszedł z 480 dolarami w kieszeni.

  • Katarzyna Grochola

Reklamowała kawę Jacobs Krönung.

  • Michał Rusinek

Sekretarz Wisławy Szymborskiej zasłynął jako przeciwnik „Witam” w mailach. Mało kto zna go z twórczości reklamowej. A ta wyglądała tak:

 ***

I tak oto wszyscy przywołani pisarze użyli jednak swoich zdolności, swojego wiecznego przymusu pisania, dla… pieniędzy. Melchior Wańkowicz wspominał to tak:

Ja dostałem, jak przypuszczam, najwyższe honorarium na świecie za dwa słowa – 5000 zł przedwojennych, czyli naówczas 500 złotych, przedwojennych dolarów, za słowo.

Podobno była to wówczas równowartość dwóch pensji prezydenckich.

Z kolei Michał Rusinek, który za swą marketingową twórczość wygrał forda focusa 1.4 hatchback, a potem forda focusa 1.6 sedan, opowiadał „Rzeczpospolitej”:

Nagroda Nobla to milion dolarów, więc podzieliłem ten milion przez 200, bo tyle wierszy napisała pani Wisława. To, rzecz jasna, absurd, ale okazało się, że jako autor jestem opłacany lepiej od pani Szymborskiej. Moim spostrzeżeniem podzieliłem się z noblistką. Przyznaję: przyjęła to z godnością.

 

I tu kończy się mit o pisarzu żyjącym i piszącym wyłącznie dla idei, a zaczyna się brutalna prawda.

Pisarz ma układ pokarmowy taki sam jak Ty i ja. Choć nektar i ambrozja niewątpliwie załatwiłyby sprawę, to z racji ich niedostępności literaci kupują chleb, masło, a niektórzy nawet lubią sobie zjeść – o zgrozo! – jakże niepoetycką kiełbasę! A żeby to wszystko mieć, muszą zarabiać pieniądze.

Pisarz musi zapłacić rachunki, bo choć powinny wystarczyć mu tylko obłoki i wrzosowiska, to woli na ogół plebejski fotel i lampeczkę przy laminowanym blacie o wymiarach półtora metra na metr lub więcej. No i jeszcze te klawiatury, w które się stuka – bo inkaust z mody wyszedł. A właściciele salonów meblowych, administratorzy budynków i sprzedawcy komputerów to filistrowie i parweniusze – nie dają nic za wiersz ani nawet za książkę.

Pisarz chciałby mieć zabezpieczenie na czarną godzinę. Jakkolwiek słodko i zaszczytnie jest umrzeć na paryskim bruku, by następnie przez setki lat wygrzewać miejsce w szkolnych podręcznikach i być wieszczem młodych intelektualistów, to cóż… Niektórzy pisarze czują się odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale i za swoje rodziny i potrzebują tych – tfu! – pieniędzy!

Ja tam jeszcze (jeszcze! 😛 ) wielkim pisarzem nie jestem, ale jako osoba z ambicjami kombinuję sobie tak: super, że mogę giąć słowa za pieniądze! Dzięki temu łatwiej mi się je modeluje prywatnie. A jeśli jutro pojawi się ktoś, kto zaproponuje mi współpracę przy reklamie (moralnie neutralnego) produktu i zapłaci tyle, że do końca życia – albo chociaż przez kilka miesięcy – zajmę się wyłącznie pisaniem książek, które we mnie drzemią, to nie będę się zastanawiać. Biorę, całuję obie rączki i obiecuję, że dam z siebie wszystko.


Informacje i cytaty wykorzystane w tekście zaczerpnęłam ze stron:

***

Bądźmy w kontakcie!
Podobał Ci się ten tekst? Chcesz więcej? Zapisz się na nasz newsletter. Raz na 2–3 tygodnie napiszę Ci, co nowego pojawiło się na blogu.

 

12 thoughts on “(Nie)bezpieczne związki, czyli o pisarzach i reklamie

  1. Świetny artykuł, nie wiedziałam o tych ciekawostkach.
    W sumie się nie dziwię, każdy musi za coś żyć, a każdy sposób jest dobry:)

  2. Ale bogactwo przykładów! Ale i tak najbardziej podobało mi się zakończenie. Zwłaszcza, że większość tych przykładów zagranicznych dotyczyła jednak pisarzy występujących raczej w rolach celebrytów niż copywriterów.

    1. Co nie zmienia faktu, że – jak to niektórzy mówią – „sprzedali się”. No i jednak niektórzy (Hemingway i Steinbeck) coś tam od siebie napisali. Dzięki, Joanna! <3

  3. W sumie zaskoczyło mnie tu kilka nazwisk (Vonnegut, King, Hemingway, Mrożek). Ten dylemat (jak pisałam na FB) ciągle we mnie tkwi i chyba stale będę się szarpać 😉 Każdy musi jeść, każdy musi gdzieś spać, a jeszcze jak się jest odpowiedzialnym za jakąś istotę… Pewnie taka reklama może być wybawieniem, tym bardziej, że tak wielu wybitnych pisarzy nie zostało docenionych za życia. Przyznam, że sama nie wiem co bym zrobiła w przypadku propozycji reklamy 😉 (jeszcze nie wiem, hehe). Ale wiem, co bym zrobiła, gdybym wygrała w totka miliony! Gdybym miała pewność, że będę miała co włożyć do przysłowiowego (mojego) garnka i miski (psa) przez dłuuugi czas, oddałabym się tylko i wyłącznie pracy twórczej! 😉

    1. No właśnie o to mi chodziło! Że udział w reklamie – czy to na zasadzie współtworzenia, czy użyczenia wizerunku – to coś, co nie budzi wątpliwości moralnych, a jedynie uderza w snobizm, może natomiast stworzyć w życiu przestrzeń do niezakłóconej pracy twórczej. A przecież o takiej przestrzeni każdy, kto ma coś do wypisania, marzy, prawda?

      1. Owszem, taka przestrzeń mi się marzy. A co reklam jeszcze – chyba wielu ludzi ocenia źle udział artystów ze zwyczajnej zazdrości czy zawiści. A przecież świat oparty na reklamie istnieje już tak długo, że można się do tego przyzwyczaić, no i samemu coś zrobić z własnym życiem, zamiast oceniać innych 😉

        1. Pewnie! A jeszcze dodam, że reklama nie musi się równać wciskaniu. Niejednokrotnie jest pomaganiem. Może przecież się zdarzyć, że ktoś nigdy nie usłyszałby o czymś, czego naprawdę potrzebuje, gdyby nie reklama właśnie, prawda?

  4. Pani Ewo, świetny artykuł – prawdziwe bogactwo przykładów. Nie ukrywam, że o wielu nie wiedziałem. Myślę, że jest tu stosowane również prawo autorytetu: skoro reklamuje to taka i taka osoba – no to muszę to mieć. Tym bardziej, że poeci i prozaicy przez wielu kojarzeni są z inteligencją i rozsądkowym myśleniem.

    Co do haseł reklamowych i sloganów… nie od dziś wiadomo, że najlepszymi copywriterami są właśnie pisarze. Kto, jak nie oni? Taki Mikołaj Rej… Dlaczego by nie powiedzieć, że to prekursor wszystkich dzisiejszych copywriterów? Rzucił hasło „Polacy nie gęsi, swój język mają” i machina ruszyła 🙂

    Odrobinę pokrewny artykuł ukazał się na naszym blogu, gdzie też przywoływałem Barańczaka czy chociażby Białoszewskiego. Pani, Pani Ewo już chyba go czytała, ale może ktoś inny będzie miał również ochotę: http://doodlewolf.pl/blog/marketingowe-zabawy-jezykiem/

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Tak, czytałam i nawet skomentowałam :). Bardzo ciekawy artykuł, warto zajrzeć. A jeśli chodzi o pisarzy, to pewnie, że ze słowem radzą sobie świetnie. Problemem nie są ich umiejętności, ale społeczny odbiór wykorzystania tych umiejętności na potrzeby reklamy :(. Ludziom czasem trudno zrozumieć, że nie samą literaturą żyje artysta.

Dodaj komentarz

error: Oj, nieładnie. Jeśli potrzebujesz moich tekstów, napisz do mnie i powiedz, do czego chcesz ich użyć.