...

Czy i Ciebie dosięgła ta klątwa?

Jest taka klątwa, która ciąży nad ludźmi myślącymi, wykształconymi, mającymi sporo do powiedzenia. Nie jest ona efektem czarów i zabobonów, ale skutkiem procesów psychologicznych. Nikt jej nie rzuca, sama przychodzi. Niszczy komunikację, a nierzadko i relacje z ludźmi, a tym samym może negatywnie wpłynąć na mniemanie dotkniętego nią człowieka o sobie. To klątwa wiedzy. Kto wie, być może dosięgła już i Ciebie.

klątwa wiedzy

Zastanów się co łączy te 3 sytuacje:

1. Karol nauczył się grać na gitarze, kiedy miał 15 lat. Dziś ma 23 lata, gra świetnie i zaczyna uczyć młodszego brata. Brat narzeka na obolałe palce i za nic nie może zapamiętać, który to akord e-moll, a który a-moll – są w końcu takie podobne… Karol, który również mylił kiedyś oba akordy, nie potrafi zrozumieć brata. Denerwuje się, sięga momentami po dosadne argumenty, zaczyna podejrzewać, że brat jest po prostu nieuleczalnym beztalenciem muzycznym.

2. Monika chce sprzedać sweter. Założyła go zaledwie 3 razy, ale w praniu bardzo się zmechacił. Oczywiście Monika nie ma zamiaru wystawiać go w takim stanie – zanim napisała ogłoszenie, ogoliła dokładnie sweter i teraz wygląda on jak nowy. Na ile go wycenić? Kupiła go za 120 zł w markowym sklepie. Założyła 3 razy. Chciałaby dostać chociaż z 50 zł, ale… no przecież jeszcze przed chwilą był taki zmechacony. No tak, wygląda teraz jak nowy, ale był zmechacony. Klient wprawdzie nie wie, ale Monika wie. Wystawia sweter za 10 zł.

3. Idziesz na spotkanie, podczas którego znany lekarz ma mówić o znaczeniu witamin w odżywianiu. Wiele sobie obiecujesz, bo jesteś fanem zdrowego żywienia. Tymczasem cały wykład wygląda mniej więcej tak (pokazowy cytat zaczerpnęłam z TEGO artykułu): Status witaminy D u ludzi jest głównie ustalany na podstawie stężenia krążącej 25-hydroksy witaminy D [25(OH)D], która w nerkach i komórkach układu odpornościowego, np. limfocytach B jest konwertowana do 1,25-dihydroksywitaminy D [1,25 (OH)2D] – aktywnego hormonu sekosteroidowego.

Widzisz to? Jedna osoba wie coś, czego nie wie druga, ale tej pierwszej nie przychodzi do głowy, że ta druga może tego czegoś nie wiedzieć. O! I tak właśnie działa klątwa wiedzy, o której chcę Ci dziś opowiedzieć.

Czym jest klątwa wiedzy?

Klątwa wiedzy to – jak wyjaśnia Steven Pinker, autor książki Piękny styltrudność w wyobrażeniu sobie, jak to jest, gdy ktoś nie wie tego, co my wiemy. A kiedy nie wiemy, to zachowujemy się tak, jakby wszyscy uczestnicy rozmowy wiedzieli po równo: odwołujemy się do kontekstów nam znanych i używamy słów nam znanych, w głębokim przeświadczeniu, że rozmówca wszystko zrozumie. A tymczasem… Tymczasem rozmówca najczęściej przytakuje i udaje zainteresowanie, bo przecież uciec nie wypada, ale obmyśla już różne warianty ewakuacji i zastanawia się, czym zasłużył na te męczarnie.

Gorzej, kiedy komunikacja odbywa się na piśmie. To bardzo upraszcza sprawę odbiorcy. Może on po prostu zamknąć kartę w przeglądarce, odłożyć książkę albo zmiąć kartkę i wyrzucić tam, gdzie jej miejsce. I tu dochodzimy do ostrzeżenia…

Nawet jeśli pomyślałeś, że Ciebie to nie dotyczy, miej się na baczności! Klątwa wiedzy jest podstępna, a najgorsze w niej jest to, że osoba dotknięta nią nie zdaje sobie z tego faktu sprawy.

Zgubne skutki klątwy wiedzy

Skutki klątwy wiedzy mogą być opłakane:

  • Jeśli jesteś blogerem dotkniętym klątwą wiedzy, piszesz w sposób niezrozumiały dla czytelników. Ludzie od Ciebie uciekną.
  • Jeśli jesteś pracownikiem naukowym (wykładowcą, autorem tekstów naukowych) dotkniętym klątwą wiedzy, prawdopodobnie wypowiadasz się językiem, który nie ma szans dotrzeć po przeciętnego odbiorcy (np. studenta), pełnym trudnych terminów i abstrakcji.
  • Jeśli jesteś copywriterem dotkniętym klątwą wiedzy, piszesz teksty pozbawione konkretu, niedziałające na zmysły i emocje, a przez to mniej skuteczne (np. zachwalasz jakość czy trwałość, ale nie kreślisz obrazów, które pozwalają odbiorcy na wyrobienie sobie własnego zdania na temat produktu).
  • Jeśli jesteś przedsiębiorcą dotkniętym klątwą wiedzy, ryzykujesz na kilku frontach:

– możesz mieć problem z właściwym kształtowaniem cen (bo myślisz, że klient równie dobrze jak Ty zna mniej oczywiste korzyści płynące z posiadania produktu albo – w drugą stronę – równie dobrze jak Ty wie o wadach, które wprawdzie już usunąłeś, ale jednak były);

– możesz mieć problem z dotarciem do klientów, bo reklamujesz produkt w niewłaściwy sposób (np. ktoś może szukać takiego czegoś, co się nakłada na wiertło i szlifuje się tym metal, ale nie wpadnie na to, żeby wpisać w okienko wyszukiwarki frazę ściernica listkowa trzpieniowa, którą Ty się posługujesz);

– możesz wprowadzić na rynek produkt, który się nie sprzeda (bo nie znasz rzeczywistych potrzeb ludzi i myślisz, że wszyscy są tak zafascynowani jakimś udoskonaleniem jak Ty).

  • Jeśli klątwa wiedzy atakuje Cię w życiu prywatnym, ryzykujesz nieporozumienia (mówisz drugiej połówce: Kup salami, nie dodając, że chodzi Ci o ser [bo to przecież oczywiste!], a on/ona przynosi Ci kiełbasę… I po sałatce). Ryzykujesz wykastrowanie się z kreatywności (bo co tam są warte Twoje pomysły – przecież wszyscy to już wiedzą/potrafią itd.), a przez to wszystko ryzykujesz frustrację i niezadowolenie z siebie.

Niezbyt zachęcająco brzmi, prawda? W takim razie poszukajmy rozwiązania!

Jak sobie poradzić z klątwą wiedzy?

Odpowiedź wydaje się oczywista: pamiętaj o czytelniku. Niestety, to nie takie proste. Steven Pinker pisze:

Problem w tym, że usilne próby wejście w skórę drugiej osoby nie zapewniają nam dużo większej trafności przewidywania, co wie ta osoba. Jeśli poznałeś coś tak dobrze, iż zapominasz, że innym ludziom może brakować takiej wiedzy, to zapominasz również sprawdzić, czy inni ją mają. Badania wykazały, że ludzi niełatwo uwolnić od klątwy wiedzy – nawet jeśli prosi się ich, żeby pamiętali, jak to było uczyć się czegoś nowego, albo zignorowali to, co wiedzą.

Co zatem możesz zrobić? Oto kilka rad:

  1. Uświadom sobie zagrożenia

Typowe zagrożenia to żargon i skróty myślowe. Czy nie zdarza Ci się mówić trochę mało precyzyjnie (tak jak w tym przykładzie z salami) albo używać słów, które zrozumieją tylko ludzie z Twojego środowiska?

  1. Używaj słów z języka potocznego

Skoro już wiesz, że posługiwanie się słownictwem typowym dla branży lub środowiska to pułapka, unikaj go jak ognia. Jeśli już musisz użyć jakiegoś terminu, wytłumacz go łopatologicznie. Zamiast pisać o abstrakcjach, stawiaj na konkret i trudne zjawiska tłumacz, porównując je z tymi znanymi z życia codziennego (chcesz przykład? Zobacz, jak ładnie wyjaśniono zasadę działania densytometru na TEJ stronie).

Nie chodzi o to, żebyś od dziś zaczął traktować swoich czytelników jak ćwierćinteligentów. Podejdź do tego raczej tak, jak radzi Steven Pinker:

Kluczem do powodzenia jest założenie, że Twoi czytelnicy są równie inteligentni i wyrafinowani jak Ty, ale tak się składa, że nie wiedzą czegoś, co Ty wiesz.

  1. Daj komuś do przeczytania

Zastosuj to, co radziłam jako walkę z bredniarzem przemądrzalnikiem w Leksykonie szkodników tekstowych. Daj swoje dzieło do przeczytania komuś, kto zupełnie nie zna się na tym, o czym piszesz. Jeśli zrozumie – super! Jeśli nie, szlifuj.

  1. Przeczytaj tekst „świeżym okiem”

Stara dobra rada, milion razy powtarzana również na tym blogu i ciągle nadająca się do przypomnienia. Po kilkudniowej rozłące Twój tekst otworzy się przed Tobą. Zobaczysz w nim rzeczy, których wcześniej „nie było” (wierz mi! Sama kilka razy wytrzeszczałam oczy nad swoją twórczością, zadając sobie pytanie Co za i…nteligent to pisał?!). Może akurat zauważysz, że posługujesz się abstrakcją albo używasz słów spoza słownika przeciętnego śmiertelnika.

  1. Zapytaj, zamiast się domyślać

Kiedy masz zamiar zrezygnować z kolejnego pomysłu, np. na wpis, bo myślisz, że wszyscy już to wiedzą – nie myśl, zapytaj. Może coś tam wiedzą, ale Ty jednak wiesz więcej? A może da się ugryźć temat od innej strony?

Ta sama zasada obowiązuje, kiedy chcesz coś ludziom sprzedać i jesteś święcie przekonany, że kupią w ciemno, bo cały świat ma takie same zainteresowania jak Ty. Lepiej zapytaj.

Niech moc będzie z Tobą! 😀

Bądźmy w kontakcie!
Podobał Ci się ten tekst? Chcesz więcej? Zapisz się na nasz newsletter. Raz na 2–3 tygodnie napiszę Ci, co nowego pojawiło się na blogu.

24 thoughts on “Czy i Ciebie dosięgła ta klątwa?

  1. Bardzo cenny post. Faktycznie często mierzymy innych naszą miarką. Za często i niesłusznie. Niezależnie od miarki 😉 Ja ostatnio łapię się na bardziej prowizorycznych nieścisłościach związanych z sms-owaniem z mężem. Absolutnie On nie „widzi” tego, co ja napisałam 😉 Ale to przecież nie moja wina 🙂

  2. Jedno wiem na pewno – autorka do perfekcji opanowała odczynianie klątwy wiedzy, bo chociaż ten tekst jest skarbnicą ciekawych informacji, został napisany w sposób szalenie przystępny 🙂

    1. Baaaardzo dziękuję za miłe słowa! Właśnie przygotowuję się do prowadzenia szkoleń z pisania – mam nadzieję, że ich uczestnicy będą podobnego zdania co Ty, Olu001 :D.

  3. Dokładnie z tymi tekstami, do których się wraca po jakimś czasie jest tak jak piszesz. Ja unikam tego jak ognia, bo wyrzuciłabym chyba wszystkie swoje teksty. I niestety zawsze mi brak czasu na „świeże oko”,a może jestem po prostu w gorącej wodzie kąpana 😉

  4. Doskonały tekst! Nie bez kozery starożytni wymyślili sztukę retoryki 🙂 Wypowiedz – pisana, czy mówiona musi być przystosowana do odbiorcy. Mądrzenie trzeba czasem zostawić na inną okazję, np. na zjazd absolwentów Harvard :). Dzięki za fajny tekst!

    1. Ja myślę, że czasem to jest nie tyle mądrzenie się, co zwykły brak wyobraźni (którego nie rozumiem do tego stopnia, że zaczynam podejrzewać tu podstępne działanie klątwy wiedzy :)). Dzięki, Kinga!

  5. Świetny temat, świetny artykuł – klątwa wiedzy to klasyk. 😀 Najgorzej, jeśli nasz rozmówca, zamiast zapytać, kiedy się zagalopujemy siedzi i się uśmiecha i dopiero 10 minut później orientujemy się, że coś jest nie tak. 😉

    Dzięki za poruszenie tylu dziedzin, w których ma to znaczenie, pilnuję tego na blogu (jak bardzo ważne jest to, czy wiemy, do kogo piszemy!) i w rozmowach z klientami, ale na pewno mogłabym lepiej dopracować pod tym względem ofertę.

    1. Tak, ludzie nie pytają, tylko przytakują i robią mądre miny. Myślę, że boją się po prostu wyjść na niedouczonych. A szkoda, bo właśnie dzięki zadawaniu pytań człowiek się rozwija, nie?

  6. Klątwa wiedzy jest bardzo niebezpieczna. Możemy zostać źle zrozumiani przez rozmówcę albo rozmówca/czytelnik może nie rozumieć tego co mówimy lub piszemy. Ciężko czasem oderwać się od swojej perspektywy, bo przecież dla nas wszystko jest jasne. Jednak klient, czytelnik przychodzi do nas po informację, chce przeczytać, dowiedzieć się, porozmawiać. Używanie słów branżowych jest tylko utrudnieniem, a druga osoba wcale nie musi ich znać, wręcz nie ma takiego obowiązku. Pisałam ostatnio między innymi o nich artykuł 🙂 Ja jestem wyczulona na tym punkcie, staram się tłumaczyć prosto, nie używać branżowych słów. Jeśli się zapomnę, jak najszybciej tłumaczę co one oznaczają.

  7. Jak zwykle cenna praktyczna wiedza.
    Nic dodać nic ująć. Tylko przyjrzeć się swojemu pisaniu.
    Wydaje się: nie to nie ja, ale może właśnie ja i warto raz jeszcze przeczytać lub dać komuś do przeczytania.
    Tutaj w każdym razie klątwa występuje wstanie biernym, nie czynnym. Wszystko jest jasne i zrozumiałe.

  8. Nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje…no może delikatnie wiedziałem 🙂 Z całą pewnością jednak nie wiedziałem, że to ma nazwę. Brzmi bardzo przekonująco – teraz daliście mi do myślenia, czy czasem moje teksty nie są objęte taką klątwą hmm…

  9. Jej! Znowu mnie ratujesz! Jestem fascynatką psychologii i rozwoju osobistego. Zawsze sobie obiecałam, że będę używać prostego języka, żeby pomagać ludziom. Ostatnio zaczęłam się łapać na tym, że właśnie używam trudnych słów, typowych dla terminologii psychologii! Tak, dopadła mnie klątwa wiedzy i szczególnie to widać, gdy przygotowuję bezpłatne wyzwania lub prowadzę webinar. Zaczynam zawalać ludzi zbyt dużą ilością wiedzy i materiałów, bo wydaje mi się, że za mało im przekazuje, że przecież jeszcze o tym muszę powiedzieć i o tamtym i jeszcze taki temat poruszyć. Potem ludzie nie są w stanie przyswoić tego wszystkiego. Wygląda na to, że i mnie dosięgnęła klątwa wiedzy!

    1. Ja myślę, że w przypadku ilości materiałów (oj, też mam ten problem!), to nie tyle jest kwestia klątwy wiedzy, co niepewności. Wolimy dać więcej niż za mało. Może jakimś rozwiązaniem będzie zasygnalizowanie tematu i linkowanie do miejsca, gdzie można się dowiedzieć więcej (np. do własnego artykułu na blogu albo do specjalnie przygotowanych materiałów – tylko dla zainteresowanych)?
      A odnośnie do samej klątwy wiedzy – jako psycholog wiesz, że uświadomienie sobie problemu to pierwszy krok do jego rozwiązania. Jesteś na dobrej drodze, Lidia! :D.

Dodaj komentarz