...

5 nawyków tekstowych, które warto sobie wyrobić w nowym roku

Jakie masz postanowienia tekstowe na nowy rok? Będziesz dużo pisać? Rozkręcisz blog? A może zaczniesz zarabiać na pisaniu albo będziesz na nim zarabiać więcej niż dotychczas? Bez względu na to, jakie cele pisarskie (w szerokim rozumieniu tego słowa) sobie wyznaczyłeś, chcę Ci pomóc. Pewnie, że nie zrobię nic za Ciebie. Ale podsunę Ci kilka pomysłów na to, jak rozhulać klawiaturę i wpaść w nałóg pisania, przy którym wszelkie problemy z weną będą już sprawą niechlubnej przeszłości.

  

  

  1. Czytaj to, co piszą inni

Drzazga mojej wyobraźni zapala się czasem od słowa – napisała Halina Poświatowska. Ja utożsamiam się z tymi słowami barrrrdzo. Ty, jeśli piszesz, też pewnie znasz ten stan, kiedy po przeczytaniu czyjegoś tekstu czujesz, że masz pomysł. Możesz za chwilę napisać coś podobnego (oczywiście nie kropka w kropkę!) lub skrajnie innego, ale na nieświadomym poziomie nawiązującego do przetrawionych przed chwilą słów. I właśnie dlatego warto. Warto czytać książki – te branżowe i te beletrystyczne – ale warto też czytać teksty w sieci: artykuły, blogi, a od czasu do czasu nawet facebookowe dyskusje. Bo to pożywka, inspiracja i kopalnia pomysłów na kolejne teksty.

Wiem, że to działa, bo praktykuję. Kiedy zasiadam do realizacji copywriterskiego zlecenia, otwieram specjalny folder w moim komputerze, w którym zebrałam na własny użytek różne teksty: rady, dobre teksty ze stron, fragmenty materiałów reklamowych – treści, które kiedyś sprawiły, że powiedziałam „Wow, super!”. Czytam je i inspiruję się – nie ściągam! Wprowadzam się w nastrój, w pewien sposób myślenia, podpatruję zabawy ze słowem. Praca staje się dzięki temu twórczym wyzwaniem, którego owocem są miłe słowa od klienta i poczucie, że znów się czegoś nauczyłam.

Rada:

Znajdź kilka blogów, które coś w Tobie poruszają, i czytaj je regularnie. Jeśli trafisz na stronę, do której warto wrócić, odłóż ją w zakładkach, w Evernote czy w innej aplikacji, z której korzystasz. Podobnie „chomikuj” artykuły i materiały reklamowe, które zrobiły na Tobie wrażenie. Zaglądaj do swoich zbiorów, kiedy poszukujesz inspiracji.

 

  1. Zostań kolekcjonerem słów

Co mogłaby życzyć swoim klientom elektrownia? Dużo energii oczywiście! Wymyśliliśmy to kiedyś z Mężem podczas zupełnie luźnej, żartobliwej rozmowy. Nie wiem, czy wpadłabym na to, gdybym siadła przed monitorem z misją stworzenia kreatywnych, acz dowcipnych życzeń od elektrowni. Pewnie spięłabym się bardzo, poczułabym pustkę w głowie i dopiero po godzinach spisywania pomysłów, szukania inspiracji, grzebania po słowniku frazeologicznym znalazłabym (być może) jakiś trop. Tak to już jest, że najlepsze pomysły (wyrażenia, puenty itp.) pojawiają się, kiedy jesteśmy odprężeni, nie zastanawiamy się, kiedy ktoś się przejęzyczy, coś źle usłyszymy albo przeczytamy. Na zawołanie już nie są takie chętne. I dlatego łap je, kiedy łaskawie przychodzą.

Rada:

Miej zawsze w zasięgu ręki notesik, w którym będziesz w każdej chwili mógł zanotować przeczytane lub zasłyszane słowo. Zaglądaj do niego, ilekroć będziesz szukać pomysłów (czy to na tekst dla klienta, czy na własne pisanie).

  1. Świadomie inkubuj

Niektórzy mają tak, że siadają i natychmiast wiedzą – co pisać, jak, od czego zacząć. Ale są i tacy, którzy muszą wszystko przemyśleć, pochodzić z tematem w głowie. Ja należę do tej drugiej grupy. Zdarza mi się, że po otrzymaniu zlecenia mam poczucie totalnej pustki w głowie. Kompletnie brak pomysłu, jak ugryźć temat. Ale mam też pewność, że coś wymyślę. A żeby utorować sobie drogę do sukcesu, z całą świadomością korzystam z mechanizmu inkubacji. Otwieram korespondencję z klientem, brief, czytam wszelkie materiały, a potem… zamykam wszystko i idę sobie gdzieś. Gdziekolwiek. Na zakupy, do kuchni albo do innego dokumentu. Robię coś zupełnie innego albo przynajmniej zajmuję się innym tekstem i zawsze (zawsze!) wcześniej czy później przychodzi chwila, kiedy już wiem. Przychodzi „samo”, jeśli ma podatny grunt.

Rada:

Odbierasz sobie szansę na cudowne owoce inkubacji, jeśli zasiadasz do pisania tuż przed deadlinem. Dlatego właśnie planuj. Planuj nie tylko pisanie, ale też pierwsze spotkanie z zadaniem, które „odpali” w Twoim umyśle proces inkubacji.

  1. Patrz z dystansu

Daj sobie możliwość spojrzenia na swoje teksty „świeżym okiem”. Nie ma na to szansy w dniu, kiedy je napisałeś. Na drugi dzień już bardziej, ale to ciągle za mało. Im dłużej tekst się odleży, tym więcej w nim zobaczysz, kiedy znów do niego zajrzysz.

Sama korzystam z tej rady zarówno jako redaktor, jak i jako copywriter. Nigdy, ale to nigdy nie odesłałam klientowi tekstu, na który nie zerknęłam po upływie choćby godziny (w skrajnych przypadkach, gdy klientowi się śpieszyło), a najlepiej kilku dni. Zawsze znajdzie się coś do poprawienia – od literówek, których naprawdę nie widzi się podczas sczytywania tekstu tuż po napisaniu (że już o dostrzeganiu ich w trakcie pisania nie wspomnę!), po wyrażenia, które mogą zabrzmieć barwniej i bardziej przekonująco, aż po… koncepcję tekstu.

  

Rada:

Ustalaj ze zleceniodawcami takie terminy, które pozwolą Ci na odłożenie tekstu na chwilę. Jeśli piszesz blog, umów się ze sobą na pisanie co najmniej kilka dni przed publikacją. Planuj zadania tak, by nie siadać do pracy w ostatniej chwili. Że co? Zleceniodawcom „zależy na czasie” (uwieeeelbiam to wyrażenie! 😕 ), masz dużo pracy itp.? Odpowiem tak: po 10 latach działalności edytorsko-copywriterskiej nauczyłam się szanować swoją pracę. Wychodzę z założenia, że – zarówno dla Ciebie, jak i dla potencjalnego klienta – wszystko jest kwestią priorytetów. Jakość czy ekspresowe tempo? Wybór należy do Ciebie.

  1. Licz się z czytelnikiem

Widziałam ludzi, którzy nie byli w stanie udźwignąć najgrzeczniej wypowiadanych komunikatów pod adresem napisanych przez nich tekstów. Widziałam i takich, którzy nie dopuszczali myśli o jakiejkolwiek pracy nad swym dziełem, przekonani, że skoro tak to z nich „wyszło”, to takie powinno zostać. Źle.

Sama – jeśli tylko mogę – „zatrudniam” do czytania swoich dzieł copywriterskich mojego Męża i bardzo biorę sobie do serca jego uwagi, choć wiem, że z nas dwojga to ja „znam się lepiej”. Ale wiem też, że piszę dla ludzi, którzy – tak jak mój Mąż – nie znają się tak dobrze i w dodatku nie siedzą w mojej głowie, nie wiedzą zatem, „co poeta miał na myśli”. Na ogół zmieniam wszystko, co w uszach pierwszego czytelnika „nie brzmi” albo nasuwa jakiekolwiek kontrowersje (budzi inne skojarzenia, niż bym chciała, albo nawet nasuwa podejrzenie o to, że zapis nie jest poprawny – są w języku polskim formy nie wszystkim znane, a ja nie chciałabym, żeby czytelnik zamiast na treści skupił się na refleksjach ortograficznych).

Rada:

Napisałeś? Daj komuś do przeczytania. Niech to będzie ktoś, kto nie tylko pogłaska, ale powie Ci szczerze, jakie ma odczucia po przeczytaniu Twojego tekstu. I przejmij się tym, co usłyszysz. Oczywiście w granicach rozsądku i z zastrzeżeniem, że jest to subiektywne zdanie, ale… Jeśli Twój pierwszy czytelnik źle zrozumie Twoje intencje, jeśli coś mu zazgrzyta w uszach – pomyśl. Ludzie mają różną percepcję i różne rzeczy podkładają pod te same słowa. Widzisz, że coś w Twoim tekście może powodować nieporozumienia? Poszukaj innych możliwości.

Bądźmy w kontakcie!
Podobał Ci się ten tekst? Chcesz więcej? Zapisz się na nasz newsletter. Raz na 2–3 tygodnie napiszę Ci, co nowego pojawiło się na blogu.

25 thoughts on “5 nawyków tekstowych, które warto sobie wyrobić w nowym roku

  1. Ja właśnie dość często używam niedomówień, albo moje słowa są dość przekorne. Faktycznie, jak miałabym się nad tym zastanowić, to nie każdy może zrozumieć moje intencje. Nad tym musiałabym się zastanowić. Dzięki Ewa za kolejne inspiracje 🙂

  2. Bardzo ciekawe rady. Uwielbiam czytać, uwielbiam pisać. I przyznam, że z wieloma blogami mam problem – jak trafiam na taki, który zawiera błędy (stylistyczne, logiczne, a czasem nawet ortograficzne), to mimo ciekawej treści nie wracam do niego. Oczywiście, czasem każdemu zdarza się te błędy popełniać. Ale są takie teksty, których czytanie wręcz fizycznie boli 😉

  3. Wszystkie te patenty w mniejszym lub większym stopniu staram się stosować. Natomiast moje postanowienie tekstowe: skończyć przynajmniej połowę blogowych postów, których szkice lub wstępy mam zapisane na boku. A jest ich > 150 😉

    Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego pisarskiego w tym właśnie rozpoczętym Nowym Roku!

    1. Dzięki, Asia! Tobie również – wszystkiego tekstownego, samych pięknych słów i żebyś dokończyła wreszcie te posty. Będę wpadać, żeby sprawdzić :P.

  4. Świetny tekst, który dał mi wiele do myślenia. Z wieloma Twoimi spostrzeżeniami się zgadzam, jak np. z tym, że najlepsze pomysły przychodzą w nieoczekiwanych przez nas momentach. A kto wie, może za swoje hasło dot. życzeń dla klientów elektrowni moglibyście coś zgarnąć?! Sama doskonale wiem, że kiedy jestem pod prysznicem, w sklepie, czy zasypiam w łóżku- w mojej głowie rodzą się różne pomysły. Lepsze lub gorsze, ale ważne, że rodzą się w ogóle i prędzej czy później mnie nawiedzają ;).

    1. Te pomysły pod prysznicem to podobno dlatego, że szum wody coś uruchamia w naszym mózgu (niestety nie pamiętam, co konkretnie, bo… nie zapisałam :() Fajnie, że to wszystko widzisz. Trzymaj mocno swoje pomysły i nie daj im uciec!

  5. Fajne porady 🙂 Większość z nich stosuję u siebie. Moje blogowe wpisy piszę z miesięcznym wyprzedzeniem, mam zwyczaj czytania ich tuż przed publikacją, tak na wszelki wypadek, bo może w inny sposób będę chciała ująć temat. Jeśli zawiesi mi się w głowie czyjś artykuł, w którym poruszaną kwestię pokazałabym inaczej, to zapisuję do listy postów na zaś i chodzę z tematem, aż się wykluje 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  6. Pierwsza rada u mnie zdecydowanie działa! Czasami nawet po jakimś czasie orientowałam się, skąd w ogóle wzięłam pomysł na wpis, bo faktycznie było to na nieświadomym poziomie.. Te wszystkie, jak mówisz, zabawy ze słowem, konstrukcje itd. zostają w głowie i mogą tworzyć całkiem nowe, nasze własne całości.

    1. Tajemnice ludzkiego umysłu… Super, że choć tyle już napisano, zawsze jeszcze możemy stworzyć coś swojego, nie?

  7. Tak – prowadze bloga, ale pisanie to moja pieta achillesowa jeszcze od czasow podstawowki. Zawsze umialam cale wypracowanie wyrazic w trzech zdaniach 🙂 Moze dlatego zostalam fotografem i wole dzielic sie tym co mam „do powiedzenia” za pomoca zdjec? Postaram sie wziasc Twoje rady do serca, bo blog podrozniczy oprocz zdjec powinien miec tez niekoniecznie dlugie ale ciekawe teksty. Pozdrawiam !

  8. Dobra rada zawsze w cenie 🙂 z Twoich na pewno skorzystam.
    U mnie brakuje jeszcze systematyczności i czasu ale może Nowy Rok będzie łaskawy 🙂
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz